Walka z Ubuntu

Słowo ‚Walka’, dobrze opisuje to co trzeba robić by sprawić by ten system i aplikacje do niego dołączone były, może nie dostosowane (o czym ja marzę), ale sprawnie działały.

Na co dzień, normalnie korzystam z aplikacji Open Source. Jest to związane z moim przyzwyczajeniem do nich, z tym że nie stać mnie na kupno „wychwalanej pod niebiosa” komercyjnej alternatywy i na końcu dlatego że aplikacje typu Open Source są często lepsze niż ich zamknięte alternatywy (np: Kadu jest o niebiosa lepsze niż Gadu Gadu, choćby ze względu na to że nie ma reklam).

Problemem jednak z przejściem z wersji Windowsowych na wersje Linuksową jest historia i ewolucja tych systemów. Przykładem może być to że w Serwerze X – czyli w graficznym interfejsie użytkownika – domyślną akcją przypisaną pod środkowy przycisk myszy jest: wklejanie tekstu znalezionego w schowku. Wygodne co nie? Szczególnie gdy pisze się tekst na bloga i nie wie się, że za każdym razem gdy przewija się tekst w górę czy to w dół – dodaje nam się cokolwiek mieliśmy w schowku.

Zresztą o Firefoxie na Ubuntu można by napisać więcej. Np, podczas instalacji miałem opcje by zaimportować moje dokumenty/opcje itp do Ubuntu. Jako, że mi mój katalog Moje Dokumenty nie jest potrzebny w dwóch kopiach, postanowiłem zaimportować tylko ustawienia Firefoxa. I po instalacji się okazało że nic się nie zaimportowało. Well done Canonical.

Chciałem mieć moje ustawienia jednak zaimportowane więc postanowiłem skorzystać z wynalazku Mozilli, który nazywa się: Firefox Sync. Z lekką obawą zastanawiałem się czy uda mi się wysłać na serwery Mozilli cały mój katalog z profilem firefoxa który zajmuje grubo ponad pół gigabajta. Jednak udało się Mozilli zmieścić to wszystko w zaledwie dwóch megabajtach – brawo.

Gdy jednak zacząłem synchronizować mój profil linuksowy z zapisanym profilem windowsowym, okazało się że nie wszystkie dane się zsynchronizowały. Brakowało wszystkich ustawień dodatków – naprawdę jeśli synchronizujemy dodatki, to wypada zsynchronizować też ich opcje – jak i nie wiem dlaczego niektóre z opcji które sobie ustawiłem na Windowsie nie dotarły one na Linuksa, albo zostały nadpisane przez domyślnie ustawienia. Ja się pytam dlaczego? Jeśli już w Firefoxie jest coś takiego jak about:config, to chyba należy zsynchronizować wszystkie jego wartości, bo chyba Ja tak je ustawiłem. Po co mi synchronizacja, która nie synchronizuje ustawień przeglądarki pomiędzy systemami operacyjnymi?

Zostawmy jednak Firefoxa, przejdźmy do samego interfejsu systemu. Można go podsumować dwoma wyrazami: Unity ssie. Można też dodać że bardzo. Nie jest to kompletna porażka jak lolmetro na Windowsie 8, ale nie jest to coś z czego bym chciał korzystać na co dzień.

Co mi tutaj nie pasuje? Po pierwsze pasek menu aplikacji który wzorem idiotycznego UI MacOsa został przeniesiony na stałe na górę ekranu. Prócz paska menu został tam przeniesiony także pasek tytułowy, jednak by nie marnować miejsca został on przeniesiony w to samo miejsce gdzie jest teraz pasek menu aplikacji. I możecie mi zaufać nie jest to wygodne rozwiązanie.

Unity pasek menu

Bardzo ciekawie to wygląda gdy mamy więcej okien na pulpicie, bo wtedy pasek menu/pasek tytułu jest tylko dla tego które jest aktualnie aktywne. Ciekawie więc wygląda to w GIMPie, w którym jeśli aktywne jest jedno z jego miliarda okien – i nie jest to okno główne – to na górze pojawi nam się tylko tytuł tego małego okna.

To wymuszanie by aplikacje miały pasek menu/pasek z tytułem na samej górze ekranu jest o tyle dziwne, że np: programy pisane w Javie, czy przy pomocy biblioteki Qt (które same sobie rysują interfejs) i tak będą miały pasek menu w normalnym miejscu.

Innym problemem z Unity jest konfiguracja – jeśli myślisz że znajdziesz konfiguracje unity w Ubuntowskim panelu sterowania, to jesteś w błędzie. By dostać się do opcji środowiska Unity, należy wpisać ccsm. Dopiero wtedy dostaniemy możliwość trochę lepszego dostosowania interfejsu do siebie.

Znajdują się tam tak zaawansowane opcje jak np: Zmiana skrótów klawiszowych, dodanie nowych wirtualnych pulpitów itp.

Pisząc o Linuksie nie można nie wspomnieć linii poleceń, która jest tutaj o niebo lepsza niż ta z Windowsa. Wszystko co można zrobić w interfejsie graficznym, przez różnego rodzaje aplikacje graficzne, można też zrobić przez linie poleceń. Najczęściej też można zrobić to szybciej niż wyklikując sobie drogę.

I mówiąc szczerze, jeśli ktoś chce wykorzystywać potęgę Linuksa, będzie musiał zaprzyjaźnić się z tym narzędziem. Bo wiele czynności będzie można wtedy wykonać szybciej. Dla przykładu jak szybko na Linuksie, używając „Centrum Oprogramowania Ubuntu”, można zainstalować serwer apache+php+mysql. W linii poleceń można wklepać jedną linijkę:

sudo apt-get install apache2 php5 libapache2-mod-php5 mysql-server libapache2-mod-auth-mysql php5-mysql

Co jest IMO wygodniejsze niż znajdywanie wszystkiego po kolei w Centrum Oprogramowania i klikania Instaluj. Jednym z minusów takiego rozwiązania jest jednak to, że należy znać nazwę poprawnego pakietu i dany pakiet musi istnieć w repozytorium. Dla przykładu najnowszej Javy tam nie znajdziecie – ale dobrze że są inne sposoby.

Repozytoria z oprogramowaniem to jest jedna z tych rzeczy których użytkownik Windowsów może zazdrościć użytkownikom Linuksów. Dlaczego? Bo dostają gratis: aktualizacje wbudowane w system, zależności między aplikacjami – czyli jeśli aplikacja A, potrzebuje aplikacji B to podczas instalacji aplikacji A zostaną one zainstalowane obie. Coś podobnego ma – chyba – wprowadzić Windows Store który będzie wybudowany w Windows 8.

Z tym całym systemem pojawia się pewna niedogodność, co się stanie jeśli zainstalujemy nowy program nie poprzez system pakietów, ale np: poprzez rozpakowanie archiwum, na przykład w repozytoriach Ubuntu nie ma aktualnej wersji Netbeansa (w repozytorium jest 7.0.1, a najnowsza to 7.2). By zainstalować jego najnowszą wersje, trzeba ściągnąć go ze strony projektu. Powoduje to, że wszystkie potrzebne zależności (w tym przykładzie Netbeans potrzebuje mieć Javę) musimy MY zainstalować.

Ale też można założyć taką sytuacje: instalujemy pakiet A, który jako swoje zależności instaluje pakiet B. Gdy teraz zainstalujemy nie poprzez mechanizm pakietów nowy program, który potrzebuje do działania pakiet B, to dopóki pakiet A jest zainstalowany – nowy program będzie działać. Jeśli jednak usuniemy pakiet A, to program do zarządzania pakietami sprawdzi że żaden inny program nie potrzebuje już pakietu B i usunie go.

Nie jest to oczywiście błąd samego Linuksa, tylko autora programu który źle rozprowadza swoją aplikację. Taka sytuacja też nie powinna się zdarzyć jeśli wszystko będziemy instalować z repozytoriów.

Kolejnym plusem systemu jest też możliwość korzystania z wielu pulpitów. Jest to chyba jedna z bardziej rozpoznawalnych funkcjonalności Linuksa. Możliwość trzymania wszystkich aplikacji nie na jednym pulpicie tylko na kilku. IMO bardzo wygodne rozwiązanie. Bo nie trzeba szukać gdzie mamy jakąś aplikację, tylko wiemy że dla Firefoxa jest przeznaczony środkowy pulpit.

Minusem jest tutaj podstawowa konfiguracja Unity, dzięki której przy pomocy ALT+TAB można przełączać się tylko do programów na aktualnym pulpicie. Nie wiem też czy jest (może ta opcja jest ukryta), czy można wymusić by dana aplikacja zawsze była uruchamiana na konkretnym pulpicie? Ja niestety takiej opcji nie znalazłem. A wydaje mi się że GNOME coś takiego miał.

To tyle jeśli chodzi o walkę, następny wpis najprawdopodobniej będzie mówił coś o konfiguracji Ubuntu.

2012 na blogu

Mówiąc, albo raczej pisząc, szczerze nie miałem zamiaru robić żadnych podsumowań roku 2012, bo po co? Niewiele się na tym blogu wydarzyło przez ten czas, a moje prywatne życie i tak by nikogo nie zainteresowało. Będąc szczerym nie miałem zamiaru pisać czegokolwiek z okazji Sylwestra czy też Nowego Roku.

Jednak jako że sam WordPress.com przygotował takie podsumowanie grzechem było by go nie wykorzystać.

Na stronie podsumowania można się dowiedzieć, że w roku 2012 mój blog został odwiedzony 5 400 razy. Podana jest także ciekawostka: Na Mt. Everest w 2012 weszło 600 osób. Jeśli każda która weszła na szczyt słynnej góry odwiedziła mój blog, to zajęło by to 9 lat by wygenerować taki ruch.

Podsumowanie można znaleźć tutaj: https://psychobpl.wordpress.com/2012/annual-report/.

Nowa wersja Soup Filter i aktualizacja strony

Kolejna aktualizacja Soup Filtera, tym razem została dodana obsługa mało znanej, niszowej przeglądarki jaką jest Opera. Okazało się to łatwiejsze niż przypuszczałem, dlatego że wystarczyło zmienić jedną linię w kodzie.

Prócz tego – kontynuując tradycję – skrypt został przepisany. A że nie jest to coś wielkiego nie zajęło to dużo czasu. Zastanawiałem się także czy nie wykorzystać do tego Coffee Script, ale uznałem że raczej nie warto. Byłby to raczej przerost formy nad treścią.

Nowa wersja dodaje wsparcie dla wyżej wymienionej Opery i to tyle z ważniejszych funkcji. Skrypt można znaleźć oczywiście na jego stronie.

A skoro już mowa o mojej stronie, to ona też się trochę zmieniła. Zostały dodane cytaty/motta – na wzór sekcji która była we wcześniejszych odsłonach strony. Prócz tego została jeszcze odświeżona „szata graficzna” strony z której można ściągać skrypt Soup Filter.

I to by było na tyle.

PS: Najprawdopodobniej za tydzień zaczną pojawiać się ciekawsze posty – przynajmniej taką mam nadzieję.

Walka z Ubuntu – instalacja i konfiguracja

Jak się pewnie niektórzy domyślają, nadchodzą mroczne czasy dla właścicieli PCtów. Jednym z sygnałów, jest nowa wersja systemu operacyjnego Windows o numerze 8. Można by się spytać, dlaczego jest to zwiastun zarazy? Jest nimi parę rzeczy, po pierwsze nowy interfejs który ma w przyszłych wersjach zastąpić standardowy pulpit, Metro. Po drugie, jest nim integracja z chmurą (microsoftową) – pomyślcie, by skorzystać ze swojego peceta, musicie zalogować się do chmury. Ale o tym będzie w niedalekiej przyszłości, kiedy to najnowsze dziecko Microsoftu pojawi się w repozytorium MSDN AA politechniki.

Co ma to do Ubuntu? Ma to jedną zasadniczą część wspólną. Gdy już nie będzie odwrotu, gdy już starsze Windowsy nie będą obsługiwane (bo sterowniki itp). Warto będzie mieć drogę ucieczki w inny system operacyjny. Bo o ile w opowieściach, wędrówka w nieznaną może być interesująca, to jeśli chodzi o komputery – to może nie być już takie fascynujące.

Jako swoją dystrybucje, którą będę teraz męczyć, wybrałem Ubuntu, którego mottem jest: „Linux for human beings„, czyli Linuks dla ludzi. Wybrałem tą dystrybucje dlatego, że jest polecana nowicjuszom (ja mam jakieś doświadczenie z Linuksem, ale nie takie by np: zainstalować Gentoo z linii poleceń), posiada ona wsparcie dużej firmy (a nie jest tworzona w garażu przez pasjonatów) i w sieci jest dużo materiałów How To. Więc jest to idealna dystrybucja dla ludzi którzy chcą poznać linuksa.
Czytaj dalej „Walka z Ubuntu – instalacja i konfiguracja”

Euro 2012 – podsumowanie

Tego typu podsumowanie miałem napisać zaraz po zakończeniu Euro 2012 w Polsce, a nie ponad miesiąc po zakończeniu imprezy, gdy teraz odbywa się inna duża impreza sportowa, czyli Igrzyska Olimpijskie.

Nie będę się rozwodził nad meczami bo ich po prostu nie widziałem (w większości), co było związane z moim pobytem na studiach.

Mateusz i Patryk, czyli koledzy którzy – w moim przekonaniu – się średnio się na piłce nożnej znają, lepiej wyniki przepowiedział Patryk – pomylił się w grupie A (ale np Mateusz pomylił się w typowaniu kto wyjdzie z grupy B). To co lepiej wyszło Patrykowi to zgadnięcie, kto zagra w finale. Sprawdziła się u Niego tylko połowa (Hiszpania), za to Mateuszowi nie sprawdziło się nic z finału.

Prawie doskonałe typowanie przedstawił Marcin, który razem z Markiem reprezentowali kolegów którzy na piłce kopanej się znają – jak wyżej, w moim przekonaniu. Jedyne w czym się pomylił, to z kim będą grać Hiszpanie, tak samo jak Marek typował Niemców których jak wiemy pokonali Włosi (ha ha). Jednak samego zwycięzcę obaj typowali dobrze.

Prócz tego na soupie, jeszcze jedna osoba podała swoje typy, niejaki @kopytq (swoją drogą jestem ciekawy, czy soup automatycznie to podlinkuje), który w porównaniu z moimi kolegami najgorzej wytypował wyniki. U Niego nie zgadzała się cała grupa A (swoją drogą po cichu też liczyłem że polska wyjdzie z grupy, ale… wyszło jak zawsze), jak i mecz finałowy. Ale Włochów nikt raczej nie podejrzewał o to że dojdą do finału…

Cóż można powiedzieć na koniec… Gratulacje dla drużyny Hiszpanii, która znów zdobyła puchar Mistrzostw Europy.

Pierwszy rok zaliczony!

Udało mi się i kolejny semestr – czyt. drugi – został zaliczony. A to oznacza, że mam zaliczony także pierwszy rok studiów. Yay!

Przy tej okazji można pokusić się o małe podsumowanie. W tym semestrze, podobnie jak w poprzednim semestrze został mi jeden przedmiot na „późne zaliczanie”, w tym semestrze to była Analiza Matematyczna, w poprzednim – Fizyka. jest jednak jakiś postęp w moim zaliczaniu przedmiotów, w pierwszym semestrze ostatni przedmiot zaliczyłem w drugim tygodniu po sesji, a teraz zaliczyłem w drugim tygodniu sesji!

Co całki robią z innymi ludźmi

To co zapamiętam z tego semestru, to na pewno całki. Całki i szeregi, a to dlatego że to był materiał na zaliczenie Analizy Matematycznej w tym semestrze.

A na sam koniec, piosenka tematyczna (należy tylko pamiętać, że studenci mają trzymiesięczne wakacje):

Dropbox – podejście drugie

12 maja (czyli tydzień temu) na Dropboxie była organizowana zabawa nazwana przez twórców platformy: Dropquest II. Zabawa polegała na rozwiązaniu serii 20 różnych łamigłówek… Można powiedzieć, że od najłatwiejszej do najtrudniejszej. Zagadki się nie powtarzały i były – co ważne – ciekawe. Nie polegały też na jakiejś specjalistycznej wiedzy, tylko na umiejętności logiki i myślenia.

Nadal można je rozwiązać, jeśli ktoś chce to tutaj może zacząć (potrzebne jest konto na dropboxie). Moim zdaniem jeszcze warto, bo jeśli rozwiążemy wszystkie łamigłówki to nasza przestrzeń dyskowa zwiększy się o 1 GiB. Sam będę brutalnie szczery i powiem że sam tego nie rozwiązywałem i korzystałem z podpowiedzi /g/ (z którego dowidziałem się o tej zabawie), jak i ich małego poradnika. Załapałem się na dopiero na 3621 miejsce:

Przeprowadzony przez nich dropquest, jest doskonałą okazją by wrócić do dropboxa i jeszcze raz się jemu przyjrzeć. Jako że wcześniejsza wersja posta o tej usłudze nie jest zbyt dobra i została odpowiednio skomentowana przez kolegę Mateusza… Więc zacznijmy od początku:

Czytaj dalej „Dropbox – podejście drugie”

winfo

winfo to moja kolejna aplikacja działająca w trybie linii poleceń. Jej zadanie to wyświetlenie specyfikacji komputera – która w aktualnej wersji wypisuje:

  • Nazwę użytkownika
  • Nazwę komputera
  • Ile czasu jest uruchomiony komputer
  • Procesor (albo procesory)
  • Kartę Graficzną (albo karty graficzne)
  • Pamięć (ile jest zajętej/ile maksymalnie)

    • Fizyczną (RAM)
    • Plik wymiany (SWAP)
  • Wszystkie partycje które są na dysku, wraz z ilością zajętego miejsca i wielkością

W akcji aplikacja wygląda tak:

Bawię się ostatnio systemem zarządzania wersji GIT i postanowiłem stworzyć sobie konto na jednym z serwisów który udostępnia darmowe i prywatne repozytoria kodu. Piszę o tym tutaj, dlatego że bitbucket, posiada prócz tego możliwość zarządzania błędami (że tak to nazwijmy). A jako, że kod winfo także przechowuje w moim repozytorium na ichnich serwerach pomyślałem, że można i tą możliwość wykorzystać. Dlatego wszelkie błędy, feature request (albo może: prośbę o nową funkcjonalność) i inne pomysły można zgłaszać tutaj: https://bitbucket.org/psychob/ptools/issues. Kod programu sam otwarty nie jest, ale może w przyszłości…

Wersje binarną programu można ściągnąć stąd: https://dl.dropbox.com/u/35418266/dev/winfo/winfo-1.0.rar

By program działał potrzebne są MS Visual C++ Redistributales 2010 (jeśli macie zainstalowanego MS Visual C++ 2010 to nie trzeba tego ściągać).

Sniper Elite v2 – demo

19 Kwietnia na Steamie pojawiło się demo gry Sniper Elite v2. Ja jako że nie miałem nic ciekawszego do roboty postanowiłem sprawdzić i opisać je w paru słowach.

Demo prezentuje nam krótką część pierwszej misji, gdzie to My – czyli niejaki Karl Fairburne – jesteśmy razem z naszym karabinem snajperskim, jakimś karabinem maszynowym i pistoletem z tłumikiem. Naszą misją, jak dowiedziałem się z ekranu wczytywania, jest zabicie jednego z niemieckich naukowców który pracuje nad rakietami V2. Nazista ma przy sobie dokumenty które pozwolą na zidentyfikowanie obiektu gdzie są prowadzone nad nią badania. Doktorek gdzieś jedzie i będzie tylko przejeżdżał przez lokacje w której my jesteśmy. Dlatego musimy najpierw zastawić na niego pułapkę a potem dopiero ubić.

Gdy zabrałem się za to demo, oczekiwałem że gra będzie bardziej nastawiona na skradanie się niż na otwartą walkę. I… się rozczarowałem. Mamy jako takie „sekcje
skradankowe
” pomiędzy sekcjami akcji. I bym nie został źle zrozumiany, sekcje skradankowe są wtedy gdy:

  • Wybijemy wszystkich przeciwników w aktualnej sekcji
  • Weszliśmy do nowej sekcji mapy i nikt nas jeszcze nie zauważył

Więc jak napisałem wyżej, mapa w demie jest podzielona na sekcje. Każda z sekcji jest niezależna od siebie i jeśli wybijemy Niemców w poprzedniej sekcji to Ci w kolejnej nic o tym nie widzą. Mi się to osobiście wydaje dziwne, bo jak można nie zauważyć, że nie ma żadnego żołnierza na posterunku/patrolu? Jak można nie zauważyć stosu ciał lub jak można nie usłyszeć strzału snajperki/karabiny maszynowego jeśli to wszystko dzieje się za rogiem?

Akcje mojego snajpera wyglądała tak: Namierzenie Przeciwnika -> Zabicie go –> Cała menażera rzuca się na mnie –> Zabijam wszystkich –> Idę do kolejnej sekcji mapy.

Oprócz tego gra wydaje się „grą jednej cechy„. Gdzie w przypadku Sniper Elite v2 jest to tak zwany: Kill Cam. Gdy jeśli wykonamy jakieś efektowne zabicie kogoś za pomocą snajperki to razem z kulą polecimy do naszego celu i zostanie nam wizualnie zaprezentowane w co trafiliśmy i w jakie kości lub narządy udało nam się trafić.

Prócz tego… demo niewiele nam oferuje. Liniową rozgrywkę, oskryptowane zdarzenia, i dość głupich przeciwników, którzy zamiast rzucać do nas granatami, biegają jak króliki między osłonami, czasami wychylając się by strzelić do nas.

Więc wniosek jest tylko jeden, jeśli przestanie się nam podobać ten Kill Cam, to cała gra straci swój urok. Bo te cechy ma już praktycznie każda gra chcącej być Call Of Duty (albo przynajmniej zarobić tyle co ona). No, ale to tylko demo. Zobaczymy co nam Rebellion zaoferuje gdy gra wyjdzie.