Electronic Entertainment Expo 2019

Electronic Entertainment Expo – czyli w skrócie , jest to impreza branży gier komputerowych, gdzie co roku najwięksi gracze – jak i ci którzy chcieliby urosnąć do takiej rangi – pokazują co mają do zaoferowania entuzjastom. Jakie to gry, oprogramowanie czy sprzęt powstaje by umilić nam nadchodzący czas. Czyli w skrócie jest to grupowa masturbacja branży nad graczami, w nadziei że uda się sprzedać więcej kopii swoich nieoryginalnych gier.

Inaczej było w tym roku, gdzie Sony postanowiło się nie stawić na targach pierwszy raz od ich rozpoczęcia w 1995 roku. Oprócz tego Electronic Arts, zapowiedziało że nie będzie robiło prezentacji na wielkiej scenie, tylko skupi się na swoim przedsięwzięciu o nazwie: EA Play. Jako, że to wydarzenie odbywało się chwilę przed samymi targami, na potrzeby tego tekstu dołączę także jego ocenę.

Kto więc organizował swoje konferencje? Microsoft, Ubisoft, Bethesda, Devolver Digital, Square Enix i Nintendo. Z takim line-upem – według mnie – Microsoft miał bezwartościowe trofeum oznajmiające o wygranej tegorocznego w kieszeni. A pisząc ten tekst po obejrzeniu wszystkich prezentacji, mogę stwierdzić że wygrał je bezkonkurencyjnie.

Zanim jednak przejdę do opisania co mi się podobało a co nie w każdej z wyżej wymienionych konferencji, powiem że głównym motywem przewodnim – znów: dla mnie – było: „Jeszcze nie przeszedłem poprzedniej części tej serii” albo „Muszę zagrać w poprzednią grę tego studia”.

Czytaj dalej »

Taśmy Kaczyńskiego

Otto von Bismark miał powiedzieć ponad sto lat temu, że: „Im ludzie wiedzą mniej o powstawaniu kiełbas i praw tym lepiej w nocy śpią” i coś musi być z tym na rzeczy, jako że przy każdej okazji gdy wyborcy mogą zobaczyć jak ta fabryka działa od środka to mamy skandal, albo jakiś potencjał na niego.

Dzisiaj chciałbym się przyjrzeć najnowszej aferze, czyli tak zwanych: „Taśmach Kaczyńskiego”. Ten tekst będzie moją próbą zrozumienia, o co w niej chodzi – czy są to faktycznie haki na miarę „ośmiorniczek”, czy może Gazeta Wyborcza przy pomocy „Instytutu Danych z Dupy” próbuje podłożyć PiSowi machlojkę zrobioną z niczego.

Na samym początku należy zwrócić uwagę na to co działo się przed opublikowaniem przez Gazetę Wyborczą (jak i portal gazeta.pl) omawianych artykułów, otóż nieprzychylny rządowi dziennikarz Tomasz Lis pisał na twitterze: 29 stycznia 2019 – to będzie jeden z najważniejszych dni w osiemnastoletniej historii PIS. A z całą pewnością najprawdziwszy.. A wtórował jemu Roman Giertych odpowiadający na pytanie: „W skali od 1 do 10, jak grubo będzie?” – napisał – 11.

Oczekiwania napompował też sam PiS, który odwołał swoich ludzi z porannych programów, w oczekiwaniu na to co przyniesie publikacja wyborczej. Czas mijał. Poranny nakład Gazety Wyborczej został dostarczony do sklepów i jak afery nie było, tak jej nie ma. Ale dlaczego?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, warto zobaczyć co faktycznie jest w tych taśmach i media zwracają uwagę na cztery rzeczy (w kolejności od najmniej ważnej):

  1. #ja cię nie mogę, czyli co Jarosław Kaczyński miał powiedzieć do tłumaczki.

  2. Dlaczego biurowce które ma zbudować spółka Srebrna nie powstaną dopóki rządzi w Warszawie Platforma Obywatelska.

  3. To że Jarosław Kaczyński ugaduje deal na 1,3 miliarda złotych w sprawie zbudowania w/w wieżowców.

  4. To że Jarosław Kaczyński próbuje wyciągnąć ze spółki Srebrna pieniądze by zapłacić swojemu kontrahentowi.

Pierwszym punktem nie będę się zajmował, bo celem internetu jest wyciąganie śmiesznych lub ośmieszających fraz z tego typu publikacji, tylko nie rozumiem dlaczego tym zajmują się media…

Kolejne punkty wymagają pewnego wyjaśnienia, które znajduje się na funpage’u Sławomira Mentzena4 – tłumaczy On tam w jaki sposób Jarosław Kaczyński i spółka Srebrna uwłaszczyli się na majątku państwowym.

Wiemy teraz że Naczelnik chce by w Warszawie powstały dwa wieżowce – o wielkości 190 metrów – którymi by zarządzała spółka Srebrna – miały by się nazywać „bliźniacy” lub K-Tower. Mają one powstać na terenach którymi zarządza spółka Srebrna – tylko zanim powstaną to warszawski ratusz musi wydać pozwolenie na ich budowę.

Tutaj wpadamy do sedna problemu Prezesa: Póki w warszawie rządzi Platforma Obywatelska to te wieżowce nie powstaną. Kaczyński nawet stwierdza że ratusz nielegalnie blokuje budowę tych budynków, tylko nie ma na to dowodów i nie potrafi wymusić prawnie by ratusz wydał taką zgodę. To jest główny powód dla którego wstrzymano ten projekt.

Drugi punkt jest tym, który telewizja rządowa i media przychylne PiSowi mogą przekuć w atak na Platformę. Jeśli w okolicy znajdują się już budynki o podobnej wielkości – jak to zauważyła organizacja Miasto Jest Nasze na swoim facebooku – a ratusz nie chce wydać zgody, to mamy chyba do czynienia z państwem układów – a nie prawa? Co nie?

Prezydent Warszawy – Rafał Trzaskowski, powiedział: Nie wydałbym zgody na budynek mający 190 metrów. Nikt nie mówi, że tam nie może stanąć budynek. Chodziło o to, żeby wybudować taki, żeby zarabiać na nim grube pieniądze. O ile nie da się tej argumentacji obronić, bo wszystkie budynki które są w okolicach Srebrnej raczej są tam by zarabiać – a nie pełnić funkcje drapaczy chmur, to Pan Trzaskowski zwraca uwagę na pewien problem który miałaby opozycja.

Na czym ten problem polega? Otóż załóżmy że Srebrna zbudowała by K-Towers, oznaczało by to zyski na poziomie ~100 milionów złotych rocznie. Załóżmy że połowa z tej kwoty trafiła by do PiSu, dla porównania subwencja partyjna to około 20 milionów złotych rocznie.

Taki strumień gotówki na pewno by umocnił pozycje PiSu – pieniądze znaczą bardzo dużo w polityce. A przy dochodach porównywalnych z tymi z subwencji, mogli by nawet ją zlikwidować – co oznaczało by zmniejszenie możliwości opozycji, jak i każdej partii która by chciała się wybić.

Ale skoro to jest #Wina Tuska, to dlaczego wszyscy dookoła mówią że ta afera może zmieść PiS? Cóż by zbudować duży budynek, potrzebujemy pieniędzy. Potrzebujemy zapłacić architektom, budowlańcom, wykończeniowcom, potrzebujemy w końcu zapłacić za same materiały. Całościowo coś takiego może kosztować nawet miliard trzysta milionów złotych. Skąd tylko wziąć te pieniądze?

Można wziąć kredyt. Tylko nie wydaje mi się że banki ot tak by udzieliły kredytu zwykłemu śmiertelnikowi na miliard trzysta milionów złotych. Nie wydaje mi się by udzieliły go nawet naszemu Naczelnikowi. Potrzebne jest więc zabezpieczenie – i albo tym zabezpieczeniem jest szef banku Pekao: Michał Krupiński (który jest związany ze środowiskiem PiS), albo innym zabezpieczeniem może być intratny kontrakt z państwowym przedsiębiorstwem na następne 10-15 lat.

Oczywiście to tylko domysły, bo istnieje legalniejsze źródło zabezpieczenia – same grunty na których miały by one powstać. Według Gazety Prawnej wartość gruntów nad którymi pieczę sprawia spółka Srebrna wynosi 7,8 miliona złotych. Jeśli wrzucimy to w kalkulator (7,8 miliona / 1300 milionów) * 100 = 0.6 % = 6 ‰. Coś mi się nie wydaje że jakikolwiek bank chciałby żyrować inwestycję mając zabezpieczenie które nie pokrywa nawet jednego procenta kwoty pożyczki. Znów jednak, to tylko moje domysły.

Gdzie jest więc problem? Mamy sytuacje, gdzie zwykły poseł – nie pełniący żadnej funkcji rządowej – potrafi załatwić – w publicznym banku – kredyt dla spółki której (jak wiemy z jego oświadczenia majątkowego) nie reprezentuje.

Szemrane interesy… Ale czy nielegalne? Nie wiem. Wydaje mi się tylko że niektóre organy państwowe powinny się temu przyjrzeć.

Ostatnim klockiem tej układanki jest austriacki biznesmen Gerald Birgfellner, mąż córki kuzyna Kaczyńskiego. Był on odpowiedzialny za przygotowanie inwestycji z wieżami K-Tower. Cały proceder opisuje Galopujący Major.

Koniec końców, okazało się że pan Gerald wykonywał pracę na tak zwaną gębę – czyli bez umowy. Bez umowy z Naczelnikiem. Bez umowy ze spółką Srebrna. I gdy okazało się że inwestycja jest zawieszona, to Austriak nie dostał wynagrodzenia za swoją pracę. Clou tych taśm jest rozmowa między nim a Jarosławem Kaczyńskim o tym jak wyciągnąć ze spółki Srebrna pieniądze – bo ze spółki nie da się tak łatwo wyciągnąć pieniędzy.

W tych taśmach mamy przypadki szemranych interesów, do którym organy państwowe powinny się przyjrzeć, dlaczego więc za tą aferą nie idzie żadne większe oburzenie społeczne?

Jednym z argumentów może być to co powiedział Rafał Otoka-Frąckiewicz w debacie, że był to „materiał który nagle spadł im [wyborczej] na głowę. Czyli fanatyzm Gazety Wyborczej zwyciężył nad dziennikarskim warsztatem który by sugerował zapoznanie się z wszystkimi materiałami by zobaczyć czy coś w nich jest.

Według mnie, najważniejszym kryterium był brak przekazu dla „zwykłego Polaka” – osoby która nie jest zainteresowana polityką, a jedyne co może powiedzieć to że wszyscy politycy kradną.

Spójrzmy na Taśmy Prawdy, które były jedna składową klęski Platformy: Ich przekaz można było podzielić na dwie części:

  1. „Ośmiorniczki” – czyli te skurwysyny wydają tysiące złotych na obiady

  2. Pozwolenie NBP na dodrukowywanie pieniędzy, gdzie konstytucja zabrania dodrukowywania sobie ot tak pieniędzy.

Drugą rzeczą była sama skala kwot – tysiąc złotych łatwiej jest człowiekowi sobie wyobrazić niż miliard trzysta milionów. Więc łatwiej jest człowiekowi być zdenerwowanym gdy politycy są przypisani do mniejszych kwot, niż większych.

I to jest powód dla którego Ja uważam, że cała ta afera ominie PiS, a nawet – przy pomyślnym propagandowym materiale TVP – może nawet ją wzmocnić.

deltarune

Parę dni temu twórca gry Undertale wypuścił demo swojego nowego projektu pod tytułem deltarune. I tak samo jak w poprzedniczce, warto te demo przejść bez wiedzy co się w nim konkretnie znajduje.

Deltarune jest kontynuacją – jeśli można użyć tego słowa – gry Undertale. Świadczy o tym – oprócz autora – ten sam styl graficzny, bardzo dobra muzyka jak i bohaterowie. I jak gra się w to demo, to czuć że jest to mniejsze i krótsze Undertale.

Gra opowiada historię Krisa, chłopca albo dziewczyny – gra tego nigdy nie specyfikuje – który mieszka w miasteczku potworów. Kris jedzie ze swoją matką – którą jest Toriel – do szkoły. Po krótkiej serii zdarzeń jest on/ona/ono przeteleportowany do Mrocznego Świata (Dark World) razem ze swoją koleżanką Susie.

W tym momencie gra najbardziej zaczyna przypominać Undertale, gdy jesteśmy dzieckiem które znalazło w nowym nieznanym świecie, spotykamy dziwne stworzenia i od naszych decyzji zależy co się z tym światem stanie. Mamy nawet podobną historię świata, gdzie świat jest podzielony na Rozjaśniaczy (Lightners) i Zaciemniaczy (Darkners) którzy żyli w zgodzie ale jeśli balans między nimi byłby zachwiany to świat czeka zagłada, i to właśnie Ty jesteś jednym z trójki bohaterów która ma przywrócić porządek i balans na świecie.

Rozgrywka została rozbudowana w stosunku do poprzedniczki, dlatego że w grze mamy teraz wielu bohaterów w drużynie, w walce można nimi sterować jak i można łączyć ataki dwóch lub więcej postaci. Poza walką mamy zagadki które w jakimś stopniu wykorzystują wielu członków drużyny, ale jest to raczej otarcie się o potencjał niż wykorzystanie go.

Z technicznych rzeczy nie podoba mi się w jaki sposób jest zaimplementowana obsługa kontrolera, dlatego że o ile sterowanie działa tak jak oczekujemy to przyciski potwierdzenia i anulowania są odwrócone (A i B na kontrolerze XBONEa) – można to oczywiście zmienić ale dlatego per save? Oprócz tego jest jeszcze przycisk do wyboru menu i do specjalnych akcji podczas walki. Tylko nieintuicyjnie te dwie wymienione rzeczy są przypisane pod jeden przycisk.

Trudno oczywiście po demie oceniać całą produkcję, gdzie mamy dostęp tylko do pierwszego rozdziału z nie wiadomo ilu. Ale pierwsze wrażenia demo pozostawiło bardzo dobre. Tutaj jednak pojawia się kropla dziegciu w tej beczce – nie, w tym kuflu miodu.

Autor na twitterze napisał że to nie jest część gotowego produktu, dlatego że finalny produkt jeszcze nie powstał i nie wiadomo kiedy powstanie. Oprócz tego nie będzie w grze wielu zakończeń (chociaż tutaj może się to odnosić do dema), które były jednak jedną z mocniejszych cech Undertale – bo w zależności co zrobiłeś to świat reagował na to.

Koniec końców, mi osobiście deltarune przypadło do gustu i z chęcią zagram w gotowy produkt – nieważne kiedy zostanie wydany. I jeśli czytelniku masz 3 godziny wolnego czasu które są potrzebne na skończenie gry to polecam zagranie w nią. A jeśli Ci się spodoba to jest w demie nawet ukryty boss.

Killzone 2

Nie potrafiłem się zebrać na napisanie tego wpisu. Częściowo świadczy to o mnie (jako że nie było tutaj żadnego wpisu od 4 lat), a częściowo o grze o której chce napisać czyli o Killzone 2. Jest to ekskluzywny – dla konsoli PlayStation 3 – first person shooter stworzony przez Guerilla Games. I po przejściu jej całej mogę ją podsumować słowem: meh. Ale od początku:

Gra rozpoczyna się filmikiem w angielskiej wersji z polskimi napisami, co może sugerować że jest spolszczona kinowo, ale jest to kłamstwo, bo jak odpalimy już samą grę to usłyszymy polski dubbing, którego nie można zmienić! Można oczywiście usunąć zapisany stan gry i zmienić język, ale na przykład nie można grać z angielskimi głosami i polskimi napisami.

Nie jest to w interesie gry by oceniać ją przez pryzmat polskiego dubbingu, dlatego że on kłuje w uszy. Pominę standardowy problem polskich dubbingów, gdzie aktor musi dostosować się do angielskiej wersji, bo jak wszyscy wiemy słowa tłumaczą się jeden do jednego. Wypowiadane kwestie bez emocji, albo jakby były wypowiadane w próżni; głosy niepasujące do postaci – tutaj najbardziej winne jest intro które pokazuje angielski dubbing, chociaż z drugiej strony to nigdy nie potrafiłbym sobie wyobrazić polaków w klimacie sci-fi więc to też może dlatego.

Ale tutaj chyba też są winne tłumaczenie i implementacja, bo jak wytłumaczyć kwestię: Gdzie jesteś? / Jestem zajęty – która jest wypowiadana przez jedną i tą samą postać? Albo jak inna postać pyta ze stoickim spokojem czy nie zechciałbym kontynuować gry, podczas gdy wrogowie ciągle do nas strzelają. Albo dlaczego jeden z towarzyszy zwraca się do mnie w liczbie mnogiej mimo że ta gra nie posiada trybu kooperacyjnego?

Nie chce się jednak pastwić nad dubbingiem, bo mi osobiście zawsze gry plusowały tym że posiadały pełną polską wersję językową – nieważne jak złą. Szczególnie że mogę ponarzekać na rozgrywkę:

Gra jest reprezentantem podgatunku gier FPS który ja nazywam military shooter, do którego można dodać słowo brown dlatego że została stworzona w czasie gdy twórcy byli zafascynowani kolorem i odcieniami brązu. Ten konkretny podgatunek wymaga byśmy grali super żołnierzem (najczęściej z limitem dwóch broni) przeciwko wrogo nastawionym żołnierzom z różnym ekwipunkiem. Jako że tego typu gry są zazwyczaj nudne – bo rozgrywka po prostu nie ewoluuje – to należy oddzielić kolejne misje różnymi kinowymi wstawkami.

Tutaj nie jestem jednak uczciwy, bo gra przynajmniej stara się jakoś zróżnicować rozgrywkę: od czasu do czasu walczymy z większym żołnierzem – któremu należy strzelać w plecy – czy radioaktywnym pająkiem. Mamy też walki z bossami, sekcje w której strzelamy do samolotów i sekcje w której chodzimy w pancerzu wspomaganym itp.

Do dyspozycji – przez większość gry – mamy standardowy zestaw broni: pistolet, karabin, shotgun i ewentualnie bazookę. Powinienem chyba napisać że do dyspozycji mamy wielki pistolet, itd, dlatego że z jakiegoś powodu zajmują ¼ ekranu. Tutaj winne może być to że FOV (field of vision) jest bardzo niskie. Może na telewizorze wyglądało by to lepiej, ale na moim zwykłym monitorze zakres widzenia był mały a bronie ogromne.

Warto też wspomnieć że system auto-zapisów zapisywał w dziwnych miejscach. Ale to jest już czepianie się szczegółów. Bo o ile w paru miejscach miejsce zapisu wydawało mi się dziwne, to nigdy mnie to mocno nie irytowało.

Zanim napisze coś o sterowaniu, chciałbym zwrócić uwagę że jest to moja pierwsza konsolowa gra w którą gram. Nigdy nie miałem konsoli, a na jakimkolwiek padzie zacząłem grać niewiele wcześniej. Mając to w głowie:

Nie rozumiem dlaczego strzelanie na padzie jest przypisane do prawego przycisku (RB) zamiast do prawego triggera (RT). Nie było to wygodne, i trudno mi było się przestawić gdy grałem w Red Dead Redemption.

Nie rozumiem też dlaczego mamy specjalną akcje przypisaną do lewego triggera która powoduje że przyklejamy się do najbliższej ściany. Kompletnie nie rozumiem tej mechaniki – może dlatego że nie była mi ona potrzeba w żadnym z FPSów w które grałem. Nie piszę tutaj o tym że z tej mechaniki nie korzystałem, bo w grze w której większość przeciwników ma bronie typu hitscan możliwość przyklejenia się do ściany by po chwili organy wróciły na swoje miejsce jest przydatna. Tylko nie rozumiem dlaczego potrzebujemy specjalnego przycisku na padzie który ogłosi wszem i wobec miłość bohatera do ścian.

Dowiedziałem się też w trakcie grania że pad posiada w sobie żyroskop który gra wcisnęła na siłę do rozgrywki. I wiem że jest to zrobione na siłę, bo możemy z niego skorzystać do odkręcania/zakręcania zaworów i do ustawiania bomb – gdzie zrobimy to maksymalnie raz na misje. Wymaga to podniesienia pada, naciśnięcia przycisków LB i RB i potem przekręcenia pada w odpowiednią stronę, co dla mnie jest irytujące; bo nie po to usadowiłem się wygodnie na fotelu i umieściłem pada w odpowiednim miejscu by później musieć zmieniać pozycje bo gra przypomniała sobie że Sony umieściło żyroskop w padzie.

Kolejną rzeczą w której wykorzystywany jest żyroskop są ekrany ładowania, gdzie widzimy prostą scenę w 3D i w zależności jak odwrócimy pada to scena też lekko się odwróci. A skoro jesteśmy już przy ekranach ładowania to należy wspomnieć że są zbyt długie. Może irytuje mnie to dlatego że na moim laptopie gry w które grałem zawsze ładowały się w parę sekund, a tutaj liczyło się to w minutach.

Ale nie powinienem chyba narzekać że gra sprzed 10 lat na konsoli która ma 14 nie spełnia wymagań z 2018 roku. Dlatego ponarzekam na to na co mogę, czyli na fabułę.

Gra opowiada o konflikcie ISA z Imperium Helghanu, to jestem w stanie stwierdzić na pewno, dlatego że gramy tutaj żołnierzem ISA który ciągle strzela do Helghastów. Motywację jaką mamy do tego by ich nie lubić jest Standardowa Motywacja ze Strzelanek: Strzelają do nas. Co jeśli się nad tym zastanowić, jest dość słabą motywacją.

Oczywiście sami Helghanie są wzorowani na nazistach, od hełmów, przez świecąco na czerwono oczy po zamiłowanie do wyprasowanych mundurów. Tylko mi trudno przełożyć nienawiść która dotyczy nazistów na rasę której nie znam. Tak, strzelają do mnie, ale należy pamiętać że to ISA atakuję główną planetę Imperium. Trudno oczekiwać że nie będą bronili swojej ziemi przed agresorem.

Ignorując to że gra chce byśmy nienawidzili odmieńców, przejdźmy do bohaterów których – razem z graczem – jest 5. Po przejściu całej gry jedyne co mogę o nich napisać że są super żołnierzami. Nie otrzymali żadnej charakteryzacji, jeden z nich nawet ginie w trakcie – bo jak wiadomo 5 bohaterów to za dużo – ale trudno mi było przejąć się tym gdy jedyne co o nim wiedziałem to to że jest super żołnierzem.

W grze która stawia na rozgrywkę, przydał by się jakiś inny kanał którym gracz dostawał by informacje o świecie i kontekst dlaczego to się wszystko dzieje. W killzonie nie ma niczego takiego, z wszystkich scen jest jedna która sugeruje że nasi przeciwnicy nie należą do najmilszych – chodzi o wcześniej wymienione zamiłowanie do wyprasowanych mundurów – ale jest to tylko jedna scena.

Mamy w grze system znajdziek – emblematy i dane wywiadowcze, ale żadne z nich nie służy rozgrywce ani historii. Przydała by się tutaj jakaś wewnętrzna encyklopedia która by przypomniała dlaczego Helghanie są źli i dlaczego ISA jest taka zajebista. I o ile osiągnięcie za zniszczenie emblematów i zebranie danych nie szkodzi, to taka nagroda istnieje kompletnie poza grą.

Podsumowując nie polecił bym tej gry ze względu na opowiedzianą w niej historię, jeśli chodzi zaś o rozgrywkę, to jest ona funkcjonalna, kompetentnie wykonana. Ja sam przeszedłem tę grę tylko i wyłącznie dlatego że PS3 leżała odłogiem przez miesiąc i wypadało by wreszcie w coś na niej zagrać. Więc jeśli ktoś z przyszłości zastanawia się warto zagrać w Killzone 2, to moja rekomendacja jest taka: tylko jeśli nie masz nic lepszego do roboty.

Black Mesa: Source

Pierwsza część Half-Life, jak i cała seria, jest kultowa. Dla mnie także, ponieważ jest to jedna z pierwszych gier w jakie grałem na PC i jakie przeszedłem całe. Na pewno jest ona kultowa dla osób które 10 lat temu postanowiły że odtworzą ją na silniku drugiej części.

Wszystko zaczęło się od tego, że Valve – po wydaniu Half-Life2 – przekonwertowało pierwszą część na silnik drugiej, efekt średnio fanów zadowalał – dlatego, że sam Half-Life: Source nie poprawiał grafiki czy projektu poziomów. Nie wykorzystywał też tego, co oferował wtedy nowy silnik Source – czyli fizyki. Fani wtedy postanowili, że stworzą swoją własną konwersje Half-Life. Mogli zostać zachęceni także tym co powiedział szef Valve Software – czyli Gabe Newell – „[port Half-Life na silniku Source wykonany przez fanów] jest możliwy… ale także nieunikniony„.

black mesa intro

I tak po 8 latach – bo mod został wydany 2012 roku – modyfikacja doczekała się pierwszej publicznej wersji. Niestety nie jest to „pełna” wersja dlatego, że twórcy nie ukończyli jeszcze rozdziału który rozgrywa się na Xenie (czyli ostatniego/ostatnich). Sama gra jest grywalna i oferuje około/ponad 10 godzin rozrywki.

Black Mesa Research Facility

Modyfikacja zaczyna się tak samo jak oryginał – trwającą 10 minut sekwencją jazdy kolejką do swojej pracy. W tym czasie jest nam przedstawiany – poprzez napisy na ekranie – główny bohater, czyli doktor Gordon Freeman, absolwent MIT o specjalizacji Fizyk Teoretyk. A z głośników w kolejce słyszymy informacje o pogodzie, czy też „informacje firmowe”. Dość dobrze komponują się te wiadomości firmowe z tym co widzimy zza szyb kolejki; na przykład gdy z głośników słyszymy informacje o tym jak należy zachowywać się przy promieniowaniu pod nami rozgrywa się scena gdzie z jedne z kadzi wylewa się zielona – pewnie radioaktywna substancja – a dwóch naukowców próbuje się wydostać/coś z tym zrobić.

hl1-blackmesa

Fabuła gry nie zmieniła się w tej modyfikacji – co jest oczywiste, zmieniły się jednak projekty poziomów (albo moja pamięć szwankuje) czyli rozkłady pomieszczeń, rozmieszczenie broni itp. Dodatkowo – jeśli chodzi o broń – „dostajemy” flary znane z pierwszego epizodu. Dostajemy wzięte w cudzysłów, dlatego że jest to przedmiot który nosimy, a nie broń per se.

Oprawa dźwiękowa modyfikacji w dużej części została napisana/zrobiona od nowa – tutaj powodem mogą być kłopoty prawne lub po prostu słaba jakość dźwięku z oryginału. I efekt tego jest bardzo miły dla ucha. Muzyka pojawia się w odpowiednich miejscach, podgrzewając atmosferę. Dźwięki broni, przeciwników jak i dialogi wypadają wiarygodnie. Choć można było by się przyczepić do tego, że głosy wielu postaci są podkładane przez jednego aktora, ale jako że jest to darmowa modyfikacja tworzona w wolnym czasie – można to wybaczyć. A skoro jesteśmy przy muzyce z gry, to można ściągnąć jej soundtrack za darmo.

Sztuczna Inteligencja w tej grze… nie powala. Najczęściej jest to atak typu: Widzisz przeciwnika -> Strzelaj, Nie widzisz przeciwnika -> Znajdź go, ewentualnie czekaj aż do ciebie przyjdzie. Jeśli chodzi zaś o mini-bossy to sytuacja jest podobna, z tą różnicą że należy zrobić coś konkretnego by go ubić.

2012-09-28_00003

Co mi się zaś nie podobało w SI przeciwników to to, że zawsze trafiali. Ja wiem, że to są komandosi do zadań specjalnych, ja wiem że gra powinna być wymagająca, ale jeśli przeciwnik zawsze trafia, a mój strzał mimo że dobrze wycelowałem w przeciwnika, nie trafia. To coś tu jest chyba źle. Nie kuje to tak w oczy, do czasu aż nie dojdzie się do jednej lokalizacji w której gra rzuca w nas n-komandosów. I może faktycznie jestem jakimś niedzielnym graczem, ale jeśli gra nie wymaga ode mnie jakiś zaawansowanych technik związanych z unikami, to trudno mi się przestawić na coś takiego.

2012-10-20_00002

Jeśli już jesteśmy przy strzelaniu, muszę wspomnieć o celowniku. Autorzy postanowili że – najczęściej – będą to cztery piksele na krzyż. I nie przeszkadza to w ciemnych zakątkach laboratoriów Black Mesy, zaczyna to przeszkadzać gdy wyjdziemy na powierzchnie. Problematyczne jest to, że nie widać celownika bo jest za mały i jego kolor jest identyczny jak kolor otoczenia.

Podobny problem – czyli coś zlewało się z otoczeniem – miałem w ostatnich częściach moda, gdy w jednym z hangarów zostałem zaatakowany przez zabójców (albo zabójczynie). Są to szybkie jednostki, ubrane na czarno, jako że kontrast w hangarze nie był najwyższy, miałem trudności z ubiciem tych wrednych przeciwników.

Jednak biorąc pod uwagę całą grę, wrażenie po niej mam bardzo pozytywne. Grę polecam wszystkim, którzy jeszcze w nią nie grali. A nie trzeba nic za tego moda płacić, czy mieć jakiejś płatnej gry na swoim koncie steam. Instrukcje co jest potrzebne by zainstalować grę, można znaleźć tutaj. Zaś samą grę, tutaj.

I tak sobie myślę, pierwszą część Black Mesa: Source, robili oni 8 lat. Ciekawe czy na kolejną część też będziemy musieli tak długo czekać. Wszystko sugeruje, że jednak nie a to dlatego, że dostali się przez Greenlight na Steama, a Valve pozwoliło im na skomercjalizowanie swojej gry. Czyli za pełną wersję trzeba będzie pewnie zapłacić. To teraz tylko na nią trzeba poczekać.

2012-10-20_00007

Aktualizacja Strony

Z kronikarskiego obowiązku informuję wszystkich tutaj zebranych, że zaktualizowałem moją prywatną stronę. Prócz lekko podrasowanego wyglądu strony, dodałem do niej skrypt który pobiera nagłówki z tego bloga i skrypt który pobiera wpisy z mojego twittera – więc w teorii strona powinna być bardziej dynamiczna.

Oprócz tego zaktualizowałem skrypt Tumblr Hide Favorites, który teraz powinien działać na nowej stronie tumblra.