Taśmy Kaczyńskiego

Otto von Bismark miał powiedzieć ponad sto lat temu, że: „Im ludzie wiedzą mniej o powstawaniu kiełbas i praw tym lepiej w nocy śpią” i coś musi być z tym na rzeczy, jako że przy każdej okazji gdy wyborcy mogą zobaczyć jak ta fabryka działa od środka to mamy skandal, albo jakiś potencjał na niego.

Dzisiaj chciałbym się przyjrzeć najnowszej aferze, czyli tak zwanych: „Taśmach Kaczyńskiego”. Ten tekst będzie moją próbą zrozumienia, o co w niej chodzi – czy są to faktycznie haki na miarę „ośmiorniczek”, czy może Gazeta Wyborcza przy pomocy „Instytutu Danych z Dupy” próbuje podłożyć PiSowi machlojkę zrobioną z niczego.

Na samym początku należy zwrócić uwagę na to co działo się przed opublikowaniem przez Gazetę Wyborczą (jak i portal gazeta.pl) omawianych artykułów, otóż nieprzychylny rządowi dziennikarz Tomasz Lis pisał na twitterze: 29 stycznia 2019 – to będzie jeden z najważniejszych dni w osiemnastoletniej historii PIS. A z całą pewnością najprawdziwszy.. A wtórował jemu Roman Giertych odpowiadający na pytanie: „W skali od 1 do 10, jak grubo będzie?” – napisał – 11.

Oczekiwania napompował też sam PiS, który odwołał swoich ludzi z porannych programów, w oczekiwaniu na to co przyniesie publikacja wyborczej. Czas mijał. Poranny nakład Gazety Wyborczej został dostarczony do sklepów i jak afery nie było, tak jej nie ma. Ale dlaczego?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, warto zobaczyć co faktycznie jest w tych taśmach i media zwracają uwagę na cztery rzeczy (w kolejności od najmniej ważnej):

  1. #ja cię nie mogę, czyli co Jarosław Kaczyński miał powiedzieć do tłumaczki.

  2. Dlaczego biurowce które ma zbudować spółka Srebrna nie powstaną dopóki rządzi w Warszawie Platforma Obywatelska.

  3. To że Jarosław Kaczyński ugaduje deal na 1,3 miliarda złotych w sprawie zbudowania w/w wieżowców.

  4. To że Jarosław Kaczyński próbuje wyciągnąć ze spółki Srebrna pieniądze by zapłacić swojemu kontrahentowi.

Pierwszym punktem nie będę się zajmował, bo celem internetu jest wyciąganie śmiesznych lub ośmieszających fraz z tego typu publikacji, tylko nie rozumiem dlaczego tym zajmują się media…

Kolejne punkty wymagają pewnego wyjaśnienia, które znajduje się na funpage’u Sławomira Mentzena4 – tłumaczy On tam w jaki sposób Jarosław Kaczyński i spółka Srebrna uwłaszczyli się na majątku państwowym.

Wiemy teraz że Naczelnik chce by w Warszawie powstały dwa wieżowce – o wielkości 190 metrów – którymi by zarządzała spółka Srebrna – miały by się nazywać „bliźniacy” lub K-Tower. Mają one powstać na terenach którymi zarządza spółka Srebrna – tylko zanim powstaną to warszawski ratusz musi wydać pozwolenie na ich budowę.

Tutaj wpadamy do sedna problemu Prezesa: Póki w warszawie rządzi Platforma Obywatelska to te wieżowce nie powstaną. Kaczyński nawet stwierdza że ratusz nielegalnie blokuje budowę tych budynków, tylko nie ma na to dowodów i nie potrafi wymusić prawnie by ratusz wydał taką zgodę. To jest główny powód dla którego wstrzymano ten projekt.

Drugi punkt jest tym, który telewizja rządowa i media przychylne PiSowi mogą przekuć w atak na Platformę. Jeśli w okolicy znajdują się już budynki o podobnej wielkości – jak to zauważyła organizacja Miasto Jest Nasze na swoim facebooku – a ratusz nie chce wydać zgody, to mamy chyba do czynienia z państwem układów – a nie prawa? Co nie?

Prezydent Warszawy – Rafał Trzaskowski, powiedział: Nie wydałbym zgody na budynek mający 190 metrów. Nikt nie mówi, że tam nie może stanąć budynek. Chodziło o to, żeby wybudować taki, żeby zarabiać na nim grube pieniądze. O ile nie da się tej argumentacji obronić, bo wszystkie budynki które są w okolicach Srebrnej raczej są tam by zarabiać – a nie pełnić funkcje drapaczy chmur, to Pan Trzaskowski zwraca uwagę na pewien problem który miałaby opozycja.

Na czym ten problem polega? Otóż załóżmy że Srebrna zbudowała by K-Towers, oznaczało by to zyski na poziomie ~100 milionów złotych rocznie. Załóżmy że połowa z tej kwoty trafiła by do PiSu, dla porównania subwencja partyjna to około 20 milionów złotych rocznie.

Taki strumień gotówki na pewno by umocnił pozycje PiSu – pieniądze znaczą bardzo dużo w polityce. A przy dochodach porównywalnych z tymi z subwencji, mogli by nawet ją zlikwidować – co oznaczało by zmniejszenie możliwości opozycji, jak i każdej partii która by chciała się wybić.

Ale skoro to jest #Wina Tuska, to dlaczego wszyscy dookoła mówią że ta afera może zmieść PiS? Cóż by zbudować duży budynek, potrzebujemy pieniędzy. Potrzebujemy zapłacić architektom, budowlańcom, wykończeniowcom, potrzebujemy w końcu zapłacić za same materiały. Całościowo coś takiego może kosztować nawet miliard trzysta milionów złotych. Skąd tylko wziąć te pieniądze?

Można wziąć kredyt. Tylko nie wydaje mi się że banki ot tak by udzieliły kredytu zwykłemu śmiertelnikowi na miliard trzysta milionów złotych. Nie wydaje mi się by udzieliły go nawet naszemu Naczelnikowi. Potrzebne jest więc zabezpieczenie – i albo tym zabezpieczeniem jest szef banku Pekao: Michał Krupiński (który jest związany ze środowiskiem PiS), albo innym zabezpieczeniem może być intratny kontrakt z państwowym przedsiębiorstwem na następne 10-15 lat.

Oczywiście to tylko domysły, bo istnieje legalniejsze źródło zabezpieczenia – same grunty na których miały by one powstać. Według Gazety Prawnej wartość gruntów nad którymi pieczę sprawia spółka Srebrna wynosi 7,8 miliona złotych. Jeśli wrzucimy to w kalkulator (7,8 miliona / 1300 milionów) * 100 = 0.6 % = 6 ‰. Coś mi się nie wydaje że jakikolwiek bank chciałby żyrować inwestycję mając zabezpieczenie które nie pokrywa nawet jednego procenta kwoty pożyczki. Znów jednak, to tylko moje domysły.

Gdzie jest więc problem? Mamy sytuacje, gdzie zwykły poseł – nie pełniący żadnej funkcji rządowej – potrafi załatwić – w publicznym banku – kredyt dla spółki której (jak wiemy z jego oświadczenia majątkowego) nie reprezentuje.

Szemrane interesy… Ale czy nielegalne? Nie wiem. Wydaje mi się tylko że niektóre organy państwowe powinny się temu przyjrzeć.

Ostatnim klockiem tej układanki jest austriacki biznesmen Gerald Birgfellner, mąż córki kuzyna Kaczyńskiego. Był on odpowiedzialny za przygotowanie inwestycji z wieżami K-Tower. Cały proceder opisuje Galopujący Major.

Koniec końców, okazało się że pan Gerald wykonywał pracę na tak zwaną gębę – czyli bez umowy. Bez umowy z Naczelnikiem. Bez umowy ze spółką Srebrna. I gdy okazało się że inwestycja jest zawieszona, to Austriak nie dostał wynagrodzenia za swoją pracę. Clou tych taśm jest rozmowa między nim a Jarosławem Kaczyńskim o tym jak wyciągnąć ze spółki Srebrna pieniądze – bo ze spółki nie da się tak łatwo wyciągnąć pieniędzy.

W tych taśmach mamy przypadki szemranych interesów, do którym organy państwowe powinny się przyjrzeć, dlaczego więc za tą aferą nie idzie żadne większe oburzenie społeczne?

Jednym z argumentów może być to co powiedział Rafał Otoka-Frąckiewicz w debacie, że był to „materiał który nagle spadł im [wyborczej] na głowę. Czyli fanatyzm Gazety Wyborczej zwyciężył nad dziennikarskim warsztatem który by sugerował zapoznanie się z wszystkimi materiałami by zobaczyć czy coś w nich jest.

Według mnie, najważniejszym kryterium był brak przekazu dla „zwykłego Polaka” – osoby która nie jest zainteresowana polityką, a jedyne co może powiedzieć to że wszyscy politycy kradną.

Spójrzmy na Taśmy Prawdy, które były jedna składową klęski Platformy: Ich przekaz można było podzielić na dwie części:

  1. „Ośmiorniczki” – czyli te skurwysyny wydają tysiące złotych na obiady

  2. Pozwolenie NBP na dodrukowywanie pieniędzy, gdzie konstytucja zabrania dodrukowywania sobie ot tak pieniędzy.

Drugą rzeczą była sama skala kwot – tysiąc złotych łatwiej jest człowiekowi sobie wyobrazić niż miliard trzysta milionów. Więc łatwiej jest człowiekowi być zdenerwowanym gdy politycy są przypisani do mniejszych kwot, niż większych.

I to jest powód dla którego Ja uważam, że cała ta afera ominie PiS, a nawet – przy pomyślnym propagandowym materiale TVP – może nawet ją wzmocnić.